Z pobieżnie wykonanych obserwacji uczestniczących wynika, że chyba najmniejszym
stopniem socjalizacji w obrębie własnej grupy rówieśniczej, wyróżniają się
dzieci wszelkiej maści. Owszem, mali Cypryjczycy chodzą do szkoły, spotykają
więc inne dzieciaki. Jednak po czasie nauki, która kończy się zawsze punkt
13:00, pociechy odbierane są przez parkujących gdzie popadnie rodziców, jedyną
opcją na wyjście na miasto jest uczestnictwo, w którejś z nielicznych dostępnym
pacholęciom aktywności ruchowo-sportowych. Tak więc, resztę dnia dzieci owe
spędzają w domu rodzinnym. Bo dom ów właśnie to siedziba główna, centrum
dowodzenia, życia i pożycia. Dom do struktura kilkupoziomowa i tak samo pełni
funkcję schronienia dla rodzin wielopoziomowych. Rodzime pojęcie „domku
jednorodzinnego”, pada daleko od jabłoni. W domu takim bowiem, znajduje się na
ogół kilka mieszkań, zapewniających zarazem dyskrecję jak i potrzebna tej nacji
stałą bliskość innego człowieka. Niekoniecznie członka rodziny. Całkiem
komfortowo w takim „bloku”, całkiem komfortowo pomieścić się mogą trzy lub
nawet cztery generacje. Co więcej, takie wymieszanie generacyjne nie prowadzi
do, nieuchronnych wydawałoby się, konfliktów pokoleniowych. Starszych traktuje
się z szacunkiem ale i z pewną dozą swawoli, pozwalającą na rozładowywanie
emocji w sposób żartobliwy. A nawet zbyt żartobliwy. Taki jeden dom rzadko też
pozostaje osamotniony i tworzy nieformalne wioski z sąsiadującymi domami, które
często należą do członków dalszej rodziny domu głównego. A nawet jeśli owe domy
nie są powiązane więzami krwi, to na pewno wzajemnej przyjaźni i zaufania. W
moim najbezpośredniejszym sąsiedztwie, znajdują się trzy takie domy, których
mieszkańcy wzajemnie odwiedzają się na zasadzie „czuj się jak u siebie w domu”.
Dodatkowo, funkcję wspólnej zagrody, spełnia ulica, przy której te domy się
znajdują. Dzieci grają tu w piłkę, obijając mury i samochody, a starsi
przechodzą od jednego „płota” do drugiego, by powymieniać spostrzeżenia na
temat pogody.
Zbliża się wieczór.
Jeśli jesteś młodym Cypryjczykiem, zapewne masz już na swoim iPhone co najmniej
kilka zaproszeń na wyjście na kawę, połączonej z sesją jednej z dwóch
najpopularniejszych gier karcianych (nazwa jednej z nich to „birimba” - jakoś
tak swojsko brzmi), lub backgammona, tutaj znanego jako „trik trak”, czy jakoś
tak. Po wybraniu interesującego cię zaproszenia, o ile sam nie wyszedłeś z taką
inicjatywą, umawiasz się na jakąś okrągłą godzinę. Cypryjczycy nie lubią
spotykać się zbyt wcześnie. Dajmy więc na to, że godziną spotkania będzie 23.
Przy sprzyjających wiatrach, spóźnisz się z pół godziny do 45 minut, czego nikt
ci nie wypomni, bo wszyscy postąpili mniej więcej tak samo. No chyba że jesteś
lubiącym punktualność Europejczykiem z Północy. Z czystej kurtuazji
usprawiedliwisz swoje spóźnienie faktem braku miejsca do zaparkowania w obrębie
200 metrów od Cafe Cośtam. Przejście tej odległości na piechotę było nie lada
wyczynem, więc czujesz się dumny z siebie a twoi znajomi połączą się z tobą w
bólu ze znaczną dozą empatii i zrozumienia w głosie. Następnie przywitasz się
ze wszystkimi zebranymi pytając „ti kamnis?”, co oznacza „jak się
masz/czujesz?”, i usłyszeniu od każdego „kala, esis?”, co z kolei informuje
cię, że „dobrze” i zapytuje o to samo. Po wypełnieniu obowiązkowych
formalności, przejdziesz do zamówienia interesującego cię napoju, którym w okresie
letnim będzie frappe, a podczas tzw. „zimy”, koniecznie cappuccino, lub
podobnie fikuśna kawa z mlekiem. Po około dwóch godzinach, stwierdzisz że
jesteś głodny co zaprowadzi ciebie i twoich przyjaciół „na girosa”, czyli mięso
kurczaka/baraniny/wieprzowiny z warzywami w sosie tzatziki, lub jogurtem
greckim. Jeśli dasz się namówić na „giros elleniki” dodatkowo do środka dorzucą
ci jeszcze trochę frytek. Francuskich.
Po zakończonej konsumpcji pożegnasz się wylewnie i około 2 am pojedziesz do domu.
Po zakończonej konsumpcji pożegnasz się wylewnie i około 2 am pojedziesz do domu.
Na marginesie dodam, że takiemu podtrzymywaniu więzi,
dodatkowo sprzyja, a w zasadzie do takiego podtrzymywania więzi wręcz zmusza,
nie co innego jak geografia. Jakichś swoich znajomych tudzież spowinowaconych,
przeciętny Cypryjczyk ma na całym Cyprze. Nie sposób jest więc przed nimi
uciec, albo udawać że cię nie ma. Liczba ludności na Cyprze (bez tzw.
„Północnego Cypru”, porównywana jest z liczbą mieszkańców Krakowa (ok.
750 000). Dlatego na (prawie) całym Cyprze, Cypryjczyk czuje się jak u
siebie w swojej jednej wielkiej lokalnej wiosce.