piątek, 13 kwietnia 2012

Pięć


Mój kraj pobytu tymczasowego, uraczył mnie pięciodniowymi wakacjami z okazji Ortodoksyjnej Wielkiej Nocy. W kalendarzu cały tydzień jest Wielki. Od Wielkiego Poniedziałku, poprzez połowicznie wolny od pracy Wielki Czwartek i całkowicie wolny od pracy Wielki Piątek, aż po niezabardzo wielki poniedziałek po Wielkiej Niedzieli i wtorek. Też z małej litery, ale tak samo wolny, więc Wielki.

Tydzień ów, ma miejsce tydzień po Wielkim Tygodniu świata nie-ortodoksyjnego. Co ciekawe, nawet tak samo prawi w sławieniu Jezusa z Nazaretu Rosjanie, są tym razem zegarkowo zgodni z Kościołem Katolickim i pochodnymi. Tym razem to tylko Orthodoxi, uważają, że Jezus umarł wczoraj jakieś 1979 lat temu (plus-minus 4 lata). Rosjanie w tym przypadku trzymają się naszego kalendarza, choć wiemy z historii że czasem były z tym problemy i w związku z tym zamiast jednej rewolucji październikowej, mieliśmy jeszcze jedną i tą samą, tylko że w listopadzie. Idąc tym logicznym tropem, Jezus umarł dwa razy – tydzień temu i wczoraj. Niepozazdrościć.
Aby tradycji stało się zadość, oprócz zamkniętych miejsc pracy, cała ludność Cypru Właściwego, intensywnie przeżywa Misterium. I do dosłownie. Mówi się, że Polska jest krajem religijnym, a pod pewnymi szerokościami geograficznymi wręcz dewockim (szczególnie w okolicach Torunia i Łagiewnik). Ponad 90% społeczeństwa jest biernie ochrzczone, a jakiśtaminny procent aktywnie uczestniczy w życiu religijnym. Procent ten zapewnie rośnie na okazję pochlapania święconki (a co, mam napisać „poświęcenia święconki”? Toż to masło maślane i to w dodatku dwuznaczne – poświęcić się można też dla kogoś/czegoś, chyba że to właśnie takie jest prawdziwe znaczenie tego słowa w kontekście święconki?) albo innego Św. Mikołaja lub Walentego (co jak co, ale to święci katolicko-chrześcijańscy), łamania opłatka i ślubów z pompą przed ołtarzem (bo cywilny to już taki fantasy przeca nie będzie. Pozdrawiam Dianę i Carlosa!). (Lubię zdania z dużą ilością nawiasów. W ten sposób sprawdzam czy jesteście czujni i czytacie ze zrozumieniem. Po trzy razy) (W kwietniu będę przepytywał ze znajomości tekstu). Tak więc mówi się, że Polska jest krajem religijnym. Mówi się pewnie w jakimś stopniu to samo o Hiszpanii, Włoszech czy Irlandii gdzie tradycje religijne były i są głęboko zakorzenione. Ale jeszcze nigdy się nie spotkałem z faktem, iż niemal 100% społeczeństwa się pości! I to niezależnie od grupy wiekowej. Post wyklucza wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego, w tym mleko i produkty oparte na mleku. Pozostaje typowo wegańska dieta. Nie mówię, że to nienormalne, ale widząc przez pierwsze 8 miesięcy pobytu, ile mięsa jest w stanie przyjąć jeden statystyczny Cypryjczyk w ciągu tygodnia, to owa dieta jawi mnie się jako wyjątkowo ciężkie umartwianie się w celu zbliżenia się do, mówiąc po szwedzku, Absolutu. Bądź, bardziej po grecku, Alfy i Omegi. Post w wymiarze full, jak wiemy z nieobowiązkowych lekcji religii, na które żeśmy wszyscy chodzili, trwa 40 dni. Tej opcji trzyma się procent spory acz niepełny. Jednak już prawie każdy zachowuje wstrzemięźliwość mięsożerną we wspomnianym Wielce Spóźnionym o Tydzień Tygodniu. W dniach ostatnich, wszelka aktywność kulturalna i spotykanie się w celach hałaśliwych, jest równie niemile widziana co, nie przymierzając, zawody w puszczaniu gazów. Choć to nie o to chodzi co pomyślą inni, ani o to co pomyśli Pan Absolut, tylko o to czy jesteś w zgodzie z samym sobą (cytat, niemalże dosłowny za Theodoros, które to imię w wolnym tłumaczeniu, znaczy „darowany bogu”). Redukowanie dysonansu w dobrej wierze.

Do całej tej teologicznej otoczki, dochodzi jeszcze wystrój zewnętrzny, który tu akurat jest dość typowy w stopniu ogólnochrześcijańskim. Napis „Kalo Pascha” wesoło dyndając, rozświetla główne ciągi drogowe mieniącymi się barwami tęczy neonami, wielkie króliki (lub zające) strzegą dumnie płynności ruchu na najważniejszych rondach i skrzyżowaniach. Oczywiście towarzyszą im jajka w kształcie wielkich jajek o wyglądzie zewnętrznym olbrzymich pisanek. Tradycji musi przecież stać się zadość.

Dowiedziałem się również, że katolicy (którym jestem bo jestem Polakiem, a to jedno i to samo przecież) na Cyprze celebrują Wielkanoc wraz ze swymi ortodoksyjnymi braćmi w wierze. Zatem z okazji Świąt, zabieram się do malowania. Pokoju.

Czego i wam życzę na święta wszelakie. Pokoju. Tego wewnątrz i tego na zewnątrz. Amen.


P.S.
A gdyby jakiś religioznawca/etnograf/antropolog kultury chciał dowiedzieć się więcej na temat Cypryjskich zwyczajów w okresie Wielkiejnocy, zapraszam pod poniższy LINK

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Crisis


Widmo mrocznego kryzysu pustoszy Europę. Całą? No, prawie całą. Jedynie mała wioska dzielnych Lechów, stawia opór najeźdźcy za pomocą magicznego napoju zwanego „zieloną wyspą”. I nie chodzi tu o żaden trunek rodem z Irlandii.
Tak. Może nie mamy najlepszej drużyny piłkarskiej w Europie. Może i nasze drogi są dziurawe, a raczej dziury drogawe. Może i pociągi są śmiesznie powolne oraz czasem nawet jeżdżą pod prąd a samoloty z prezydentami nisko latają. Za to możemy być dumni z naszej gospodarki narodowej, która z wytrwałością Żubra w puszczy za rogiem pnie się w górę. Może nie tak szybko jak Chiny czy Brazylia, ale za to solidarnie, prawie i sprawiedliwie. Stanowimy najstabilniejszą platformę na wzburzonym morzu agencji ratingowych, które obiecują nam podwyżkę zamiast grozić tłustym bankowym paluchem. „Polska”, to brzmi dumnie.
„Cypr”, to brzmi jak przestroga. Obligacje Grecji są na tak zwanym poziomie śmieciowym. Jeśli je wykupisz i jakimś cudem uda ci się je po roku sprzedać, zarobisz na czysto 30%. Dla porównania, na obligacjach polskich zarobisz 6% a na niemieckich jedyne 2% (ale za to masz 100% szansy, że ktoś od ciebie te obligacje odkupi). Cyprowi znacznie bliżej do poziomu Grecji niż Polski czy Niemiec. Mimo, że jeszcze kilka lat temu państwo to uważane było za całkiem atrakcyjne poletko do lokowania swoich inwestycji. Dzięki braciom zza morza Egejskiego, Cypr stracił tę wiarygodność. Prezydent Republiki Cypru Christos Christofias, jedyna otwarcie wyznająca idee komunistyczne głowa państwa w Unii Europejskiej, roztrwonił zgromadzone wcześniej nadwyżki na politykę społeczną i chore inwestycje infrastrukturalne. Tym samym przyczynił się do powstania i wzrostu deficytu budżetowego, który w tym roku łatany będzie m.in. pożyczką od Matiuszki Rossijii w wysokości 3,5 mld euro. W związku z groźbą dalszego obniżania ratingów, władze Cypru postanowiły obniżyć pensje w „budżetówce” i podnieść podatek VAT do 17% („raj podatkowy” isn’t it?), co zgodnie z moją najlepszą wiedzą ekonomiczną, doprowadzi zapewne do spadku poziomu konsumpcji, co doprowadzi zapewne do wzrostu cen, co doprowadzi zapewne do wzrostu inflacji, co doprowadzi zapewne do zubożenia społeczeństwa, co doprowadzi zapewne do dalszego spadku konsumpcji… itd. Cypr ma tę przewagę, że jego małą gospodarkę stosunkowo łatwo jest kontrolować, ale i tę wadę, że jego mała gospodarka dużo szybciej odczuwa wszelkie negatywne zmiany. Coraz więcej Cypryjczyków chce podejmować prace wcześniej zarezerwowane jedynie dla kast imigrantów. Coraz częściej nawet Cypryjczyk takiej pracy nie znajdzie, bo jej już nie ma. Coraz więcej imigrantów wyjeżdża bo oni są na ogół w drugiej kolejności do wakatów, których już nie ma.
Źle się dzieje w państwie Duńskim, jak mawiał mój dziadek. Ale gorzej jest w państwie Cypryjskim. Choć na horyzoncie zdarzeń czai się jutrzenka lepszego jutra. Wokół wybrzeży Cypryjskich prowadzone są prace nad zainicjowaniem wydobywycia ropy i gazu z podobno bardzo zasobnych złóż. Mówi się, że za pięć lat Cypr może się stać drugim Dubajem.
Dalekowidz może więc widzieć w tej sytuacji promyk nadziei. Krótkowidz może jedynie zacytować napis z północnopraskiego muru: „Lepsze jutro było wczoraj”