Widmo mrocznego kryzysu pustoszy Europę. Całą? No, prawie całą. Jedynie mała wioska dzielnych Lechów, stawia opór najeźdźcy za pomocą magicznego napoju zwanego „zieloną wyspą”. I nie chodzi tu o żaden trunek rodem z Irlandii.
Tak. Może nie mamy najlepszej drużyny piłkarskiej w Europie. Może i nasze drogi są dziurawe, a raczej dziury drogawe. Może i pociągi są śmiesznie powolne oraz czasem nawet jeżdżą pod prąd a samoloty z prezydentami nisko latają. Za to możemy być dumni z naszej gospodarki narodowej, która z wytrwałością Żubra w puszczy za rogiem pnie się w górę. Może nie tak szybko jak Chiny czy Brazylia, ale za to solidarnie, prawie i sprawiedliwie. Stanowimy najstabilniejszą platformę na wzburzonym morzu agencji ratingowych, które obiecują nam podwyżkę zamiast grozić tłustym bankowym paluchem. „Polska”, to brzmi dumnie.
Tak. Może nie mamy najlepszej drużyny piłkarskiej w Europie. Może i nasze drogi są dziurawe, a raczej dziury drogawe. Może i pociągi są śmiesznie powolne oraz czasem nawet jeżdżą pod prąd a samoloty z prezydentami nisko latają. Za to możemy być dumni z naszej gospodarki narodowej, która z wytrwałością Żubra w puszczy za rogiem pnie się w górę. Może nie tak szybko jak Chiny czy Brazylia, ale za to solidarnie, prawie i sprawiedliwie. Stanowimy najstabilniejszą platformę na wzburzonym morzu agencji ratingowych, które obiecują nam podwyżkę zamiast grozić tłustym bankowym paluchem. „Polska”, to brzmi dumnie.
„Cypr”, to brzmi jak przestroga. Obligacje Grecji są na tak zwanym poziomie śmieciowym. Jeśli je wykupisz i jakimś cudem uda ci się je po roku sprzedać, zarobisz na czysto 30%. Dla porównania, na obligacjach polskich zarobisz 6% a na niemieckich jedyne 2% (ale za to masz 100% szansy, że ktoś od ciebie te obligacje odkupi). Cyprowi znacznie bliżej do poziomu Grecji niż Polski czy Niemiec. Mimo, że jeszcze kilka lat temu państwo to uważane było za całkiem atrakcyjne poletko do lokowania swoich inwestycji. Dzięki braciom zza morza Egejskiego, Cypr stracił tę wiarygodność. Prezydent Republiki Cypru Christos Christofias, jedyna otwarcie wyznająca idee komunistyczne głowa państwa w Unii Europejskiej, roztrwonił zgromadzone wcześniej nadwyżki na politykę społeczną i chore inwestycje infrastrukturalne. Tym samym przyczynił się do powstania i wzrostu deficytu budżetowego, który w tym roku łatany będzie m.in. pożyczką od Matiuszki Rossijii w wysokości 3,5 mld euro. W związku z groźbą dalszego obniżania ratingów, władze Cypru postanowiły obniżyć pensje w „budżetówce” i podnieść podatek VAT do 17% („raj podatkowy” isn’t it?), co zgodnie z moją najlepszą wiedzą ekonomiczną, doprowadzi zapewne do spadku poziomu konsumpcji, co doprowadzi zapewne do wzrostu cen, co doprowadzi zapewne do wzrostu inflacji, co doprowadzi zapewne do zubożenia społeczeństwa, co doprowadzi zapewne do dalszego spadku konsumpcji… itd. Cypr ma tę przewagę, że jego małą gospodarkę stosunkowo łatwo jest kontrolować, ale i tę wadę, że jego mała gospodarka dużo szybciej odczuwa wszelkie negatywne zmiany. Coraz więcej Cypryjczyków chce podejmować prace wcześniej zarezerwowane jedynie dla kast imigrantów. Coraz częściej nawet Cypryjczyk takiej pracy nie znajdzie, bo jej już nie ma. Coraz więcej imigrantów wyjeżdża bo oni są na ogół w drugiej kolejności do wakatów, których już nie ma.
Źle się dzieje w państwie Duńskim, jak mawiał mój dziadek. Ale gorzej jest w państwie Cypryjskim. Choć na horyzoncie zdarzeń czai się jutrzenka lepszego jutra. Wokół wybrzeży Cypryjskich prowadzone są prace nad zainicjowaniem wydobywycia ropy i gazu z podobno bardzo zasobnych złóż. Mówi się, że za pięć lat Cypr może się stać drugim Dubajem.
Dalekowidz może więc widzieć w tej sytuacji promyk nadziei. Krótkowidz może jedynie zacytować napis z północnopraskiego muru: „Lepsze jutro było wczoraj”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz