wtorek, 12 lipca 2011

Tawerna/ταβέρνα

Czyta się tak samo, trochę inaczej się pisze. W środku wystrój podobny, ale dania już nieco inne. Często przygrywa muzyka, raz z głośnika, raz z palnika. Pan Grek gra na greckiej gitarze, która na pewno ma jakąś swoją wymyślną nazwę własną. Do rytmu gitary i pianinka zaś tańczy się w charakterystyczny dla Greka sposób, czego się w polskich tawernach nie robi, chyba że grają szanty a ty akurat jesteś Klapkiem.

Tak, znowu się załapałem na wypad z IAESTE. W sumie to dość dziwne, bo po przyjeździe na Cypr moją największą grupę znajomych (co prawda tylko weekendowych) stanowią niemal wszyscy, tylko nie Cypryjczycy. Jest Theo i jest Pambos, a reszta co najwyżej pochodzi z Grecji i po turnusie wróci tam by dalej bankrutować i domagać się obalenia rządu. Trzecia połowa tej zbieraniny to, jak już wcześniej parę razy wspominałem, głównie mieszkańcy Europy centralnej z domieszką Wschodniej, Północnej, Zachodniej i Meksyku. Bliski Wschód też ma swoich przedstawicieli. By the way - czy jakiś domorosły geograf (Frolot?) wypowie się bez zaglądania do Wikipedii, do jakiego regionu zalicza się Cypr? A jeśli do Europy to jakim prawem i lewem (kierunek ruchu)??? Bliżej mi tu do Izraela i Syrii niż do Krety.

Brzydal, Theo i Sophia (z akcentem na "i" - "zofija")

Tak więc, porzucając didaskalia i wątki poboczne, dzięki w miarę regularnym spotkaniom, zaczynam poznawać tychże ludzi i stwierdzam, że im mniej znasz angielski tym bardziej otwartą osobą jesteś. A raczej - na wyjazd za granicę bez znajomości języka miejscowego i/lub angielskiego, mogą zdecydować się tylko ludzie bezgranicznie wierzący w siłę przebicia swojej pozytywnej natury i/lub Polacy chcący pracować w ubojni kurczaków w Ipswich. Takimi właśnie człowiekami są Misza (Mikhail) i Sergio (Sergio). Ich znajomość angielskiego zamyka się w 100 słowach. Po zsumowaniu.
Dla przykładu, scenka rodzajowa:
Przy pierwszym spotkaniu z Miszką, Theo kurtuazyjnie spytał.
- Michael, how are you?
- I'm the best! - odpowiedział bez żenady i zgodnie z prawdą Mikhail.
Sergio zaś opowiedział mi historię swoją, swojej rodziny, o życiu codziennym w Meksyku, opisał mi także swoje plany na przyszłość używając głównie rąk i owych 50 słów per capita jego jedną.

Sergio

W tawernie jedliśmy co i rusz donoszone dania kuchni cypryjskiej, popijając co i rusz donoszonymi winami by na koniec co i rusz ruszyć na parkiet o powierzchni 2,5 x 2,5 metra i tańczyć typowe greckie tańce, które typowy Polak wszystkie wrzuci do jednego wora pod nazwą Zorba, a którego to określenia typowy Grek nawet nie zna. Taniec grecki składa się z: bardzo skomplikowanego rytmu, ekspresyjnego tańca polegającego na "chodzeniu" do tegoż rytmu i pokazywaniu bólu po stracie ukochanej kobiety, bo głównie o tym opowiadają ichnie piosenki (podobno, wierzę na słowo). Jako znany i uznany na świecie tancerz i choreograf Augustin vel Egurrola, spróbowałem swych sił i podjąłem nieudolną próbę oddania ruchem ciała w/w składników. Nieudolną, gdyż mój "taniec" przypominał bardziej electric boogie, a bólu po stracie robota nikt jakoś nie był w stanie zinternalizować.

Koniec imprezy w tawernie, był początkiem gorącej sobotniej nocy. Tak przynajmniej zapowiadało się na wstępie, jednak zmęczenie jedzeniem i piciem bez ograniczeń (za jedyne 20 euro bez VAT!), odebrało siły decyzyjnej części gawiedzi. Po przemknięciu przez jeden z klubów, w którym głównymi hot spotami (oprócz baru), były wiatraki mielące gorące powietrze i zamieniające je na obklejającą wszystkich watę cukrową, rozsiedliliśmy się na ulicy, porobiliśmy sobie zdjęcia i poszliśmy do domów.

Na koniec zdjęcie Sophii z Athen, która pewnie mnie zabije/pozwie za publikację jej wizerunku, ale wg mnie naprawdę ładnie na nim wygląda, więc nie powinna się czuć urażona :) Nie, nie jest to Afrodyta i nią nie będzie, więc bez gupich komentarzy proszę.
Sophie, if someday you will find here this picture, please don't kill or sue me!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz