Pieszy w mieście Limassol to biały kruk, święty Graal, czterolistna koniczynka, stół z powyłamywanymi nogami, chrząszcz w Szczebrzeszynie… Pieszy jest jak Pacanów, ciężko go znaleźć, a to dlatego, że w Limassol każdy potencjalny pieszy z dowolnego punktu A do punktu B porusza się samochodem, nawet jeśli odległość między nimi wynosi 50 metrów. Zapewne to dlatego, że w samochodach jest klimatyzacja a na chodniku nie. W związku z powszechnym użyciem samochodu, ów nieistniejący pieszy zepchnięty został na margines, a w zasadzie na pobocze. Chodniki mają szerokość średnio 40 cm, o ile coś właśnie na nich nie stoi. A stoi prawie zawsze i wszędzie, ponieważ przy głównych ulicach parkuje się gdzie popadnie a inne ulice są na tyle wąskie, że ciężko się minąć bez obrysowania (co ciekawe dotyczy to również rowerzystów - wrogów nr 1 dla każdego kierowcy). Ciekawe są również skrzyżowania. Jedynie na większych występuje coś co można nazwać przejściem dla pieszych, natomiast ani razu nie spotkałem się ze światłami dla nich przeznaczonymi. Ów nieszczęśnik, który zamierza przeciąć pas jezdni, czyli po prostu przejść na drugą stronę drogi, musi zgadywać czy samochody jadące w tę samą stronę co on, mają już zielone światło czy jednak jeszcze nie. Jeśli właśnie ruszyły, znaczy to, że pieszy może przejść. O ile nie przejedzie go jakiś skręcający W LEWO samochód. No tak, zapomniałem dodać, że wszystko jest przewrócone na lewą stronę przez kolonialnych Anglików. Tylko jakimś cudem posługują się tu francuskimi metrami…
Generalnie, jeżdżenie samochodem po Limassol to survival. Decyduje prawo silniejszego i bardziej trąbiącego. Prawo drogowe pewnie jakieś jest ale nie zauważyłem, żeby ktoś się do niego stosował. Przykładem niech będzie kierunkowskaz. Tylko nieliczni (głównie Brytyjczycy) przejmują się istnieniem dźwigni kierunkowskazu w ich samochodach. Dla reszty jest ona tylko nieprzydatnym gadżetem, jak światła przeciwmgielne (podobno mgła widziana była kiedyś w górach, ale to legenda). Zamiar wykonania manewru skrętu, zawrócenia czy zmiany pasa ruchu, sygnalizuje się tu wciśnięciem nosa samochodu w odpowiednią przerwę między innymi samochodami. Oczywiście, w zamian zostaniemy poczęstowani garścią klaksonów i cypryjskich wyzwisk, ale innej możliwości nie ma.
Chyba kupię sobie czołg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz