Zaraz po powrocie z pracy, do mej podmiejskiej posiadłości, odświeżyłem się w basenie, spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy (zapominając o kilku innych) i wyruszyłem w drogę. Drodzy słuchacze, musicie bowiem wiedzieć, że poruszanie się po Cyprze bez własnego samochodu to wieczna droga przez skwar i mękę. Dlatego też moja podróż składała się na następujących odcinków specjalnych:
1OS - Robert Korzeniowski's style walking z domu na przystanek - około 10 minut - priceless
2OS - Autobus miejski do stacji autobusów międzymiastowych - 15 minut - 1€
3OS - Taxobus do Pafos - 1 godzina - 10€
4OS - Bus do Polis Chrysochous - 50 minut - 1€
5OS - Robert Korzeniowski's style walking z przystanku w Polis na plażę - 15 minut - priceless
Bus z Pafos do Polis
Droga na plażę z Polis
Droga na plażę z Polis ale już troszkę bliżej morza.
Na plaży spędziłem około 2 godzin, ponieważ musiałem poczekać na kolegę Theo, Pambosa (tak, to jest imię). Dodam, że czasu spędzonego na plaży nie uważam za stracony :)
W oddali - Afrodyta.
Pambos, był na tyle miły, że podwiózł mnie do Latchi, gdzie IAESTE-owcy zakończyli byli właśnie rejs statkiem, na który się nie załapałem i zabierali się właśnie do kolacji w miejscowej restauracji, na którą to kolację się załapałem. Tym razem zebrały się chyba wszystkie osoby z Turnusu. Większość z nich pracuje w Nikozji, ale było też parę osób z Limassol. Przy stole spotkało się ponad dwudziestu przedstawicieli takich krajów jak Norwegia, Czechy, Serbia, Niemcy, Hiszpania (a w zasadzie Dumna Katalonia:), Słowenia, Bośnia, Węgry, Liban, Rosja, Grecja, Cypr i Polska. Lingua franca - angielski, poziom - zróżnicowany. Po spożyciu morskich przysmaków, na które zdecydowali się głównie miejscowi, gdyż ja pozostałem przy bezpiecznym kurczaku, okraszonym szpinakiem i fetą, pojechaliśmy do domu. Do wynajętego domu pośród wzgórz okolic Polis. Dojechaliśmy wieczorem, więc nie mogłem w pełni docenić uroków okolicy. A w zasadzie mogłem docenić uroki okolicy w wydaniu nocnym. Malowniczość tego miejsca była nie do opisania. Więc jej nie opiszę. Powiem tylko, że kąpać się w basenie w środku nocy, z widokiem na oddalone wzgórza rozświetlone girlandami domków, to przeżycie niezapomniane, ale chyba jedno z wielu których na Cyprze można doświadczyć.
Wieczorem pobawiliśmy się jeszcze w gry towarzyskie wymyślone przez uroczego Niemca i mocno zmęczeni, około 3am udaliśmy się na spoczynek. Villa, co za chwilę okaże się na zdjęciach, musiała pomieścić ponad dwadzieścia osób. Miejsc sypialnych starczało co najwyżej dla połowy, więc każdy wciskał się tam gdzie się dało. Mnie przypadł leżak kąpielowy przy basenie pod chmurką. I było to najlepsze co mogło mnie spotkać. Pamiętam jedne wakacje na Mazurach, gdy spałem na pokładzie wynajętej żaglówki. To było piękne lato, bardzo ciepłe i w miłym towarzystwie, ale to co głównie z tego wyjazdu zapamiętałem, to właśnie noce pod gwiazdami na pokładzie. Wczoraj przypomniał mi się ów wyjazd, gdy po zgaszeniu wszystkich świateł, nad moją głową pojawiło się miliard niedających zasnąć gwiazd. Czułem się jak obserwatorium astronomiczne. Nic nie ograniczało mi tego widoku i za nic nie chciałem przerywać sobie tej przyjemności. Ale w końcu nadszedł sen.
Ranek przyniósł słońce, ale ono łaskawie pozwoliło się wyspać, chowając się w cieniu po kątach aż do 9:00. Po śniadaniu i pogawędkach, towarzystwo przystąpiło do upamiętniania swojej wizyty w tym miejscu. Takoż i ja.
Od lewej - Katalonia, Katalonia, Rosja, Norwegia
Po ułożeniu się w mega IAESTE, wpisaniu do księgi pamiątkowej, ruszyliśmy z Theo, Norwegiem, Węgierką i Niemką w podróż z powrotem do Limassol. W tę stronę było jakoś szybciej...
A oto i jego wysokość Byrzydal. Pozdrawiam!
Ogoliłbyś się ;)
OdpowiedzUsuń